Wycieczka do Pamukkale. Obowiązkowa podczas wakacji w Turcji

turcja

.Co sobotę mój budzik dzwoni o godzinie 4:30 – za oknem jeszcze ciemno, a pół godziny później z najbliższego meczetu rozbrzmiewa pierwszy ezan, nawoływanie do modlitwy. Pocieszam się, że nie tylko ja tak wcześnie muszę wstać. Muezzin zerwał się wcześnie rano by wezwać wszystkich wierzących do modlitwy, ja natomiast zerwałam się żeby zabrać moją dwunastoosobową grupę do Pamukkale. Zobaczymy najpopularniejszą atrakcję Turcji, prawdziwy cud natury, niepowtarzalne dziedzictwo i obiekt Unesco.

Przyznam, że dzisiaj mój kierowca spóźnił się dziesięć minut, ale pod pierwszym hotelem byliśmy dokładnie minutę przed czasem. Specjalnie “w razie” takich sytuacji moja zbiórka jest zawsze trzydzieści minut wcześniej od pierwszego hotelu. Przyznam też, że czasami zanim odbierzemy pierwszych gości zdarzają nam się różne sytuacje awaryjne, i te trzydzieści minut pozwala nam wszystko szybko naprawić.

Przed śniadaniem…

Ostatni pick-up (zbiórka gości pod hotelem) i opuszczamy Marmaris, przed nami pięćdziesiąt minut drogi do śniadania. “Wypiliście już Państwo pierwszą kawę?” – wszyscy zgodnie krzyknęli “nie”, dlatego zazwyczaj pozwalam gościom jeszcze odespać wczesną porę. Po śniadaniu pozostaną nam jeszcze 2,5 godziny drogi – wystarczający czas na rozmowy o Turcji.

Na śniadanie zatrzymaliśmy się w mieście Muğla, stolicy prowincji Muğla, ok. 50 km od Marmaris.  Jesteśmy na wycieczce fakultatywnej mającej na celu poznanie turystycznych atrakcji Turcji, ale też  tureckiej kultury, dlatego uprzedziłam gości, że czeka na nas typowe tureckie śniadanie – nie śniadanie hotelowe. Na dzisiejszej wycieczce obowiązuje kuchnia lokalna. Tym bardziej, że w Turcji na szczególną uwagę zasługuje “kultura kuchni”, a Turcy są nie tylko mistrzami sztuki kulinarnej ale też wyborowymi łasuchami – Oni po prostu uwielbiają jeść! Nasze dzisiejsze śniadanie ma formę bufetu szwedzkiego zaopatrzonego w warzywa (pomidory, ogórki, zielone i czarne oliwki), nabiał (w postaci sera białego oraz jajek), miód piniowy, oraz konfitury. Do śniadania serwowany jest çay albo kawa.

Po śniadaniu, a co najważniejsze po pierwszej kawie, pora oficjalnie rozpocząć wycieczkę: od przedstawienia organizatora wycieczki, “drużyny” oraz programu. Jak zawsze jest nas trójka – “trzech muszkieterów”: ja, nasza oficjalna przewodniczka Berrin, oraz kierowca Volkan. A program… program zapięty jest na ostatni guzik, cel jeden – postawić bose stopy na śnieżnobiałej powierzchni.

Na jeden dzień opuszczamy historyczną krainę Karii i udajemy się do Frygii, ojczyzny  króla Midasa. Żegnamy prowincję Muğla i przejeżdżamy do prowincji Denizli, słynącej z ciekawej rasy kogutów, których długi nieprzerwany śpiew uratował mieszkańców jednej z wiosek przed pożarem. Naszą wycieczkową dyskusję zaczynamy od informacji regionalnych oraz ciekawostek historycznych związanych z Anatolią. Następnie schodzimy już na temat Turków: skąd pochodzą, gdzie znajduje się ich ojczyzna, i w co dawniej wierzyli zanim przeszli na islam. Czas pozwolił nam porozmawiać również o ślubach w Turcji, ale nim się obejrzeliśmy daleko na horyzoncie pojawiły się już białe wyglądające jak lodowiec wzgórza. Lodowiec w prawie czterdziestostopniowym upale? czy może wzgórza pokryte watą? – widok z pewnością poruszył naszą wyobraźnię…

Ale nie od razu wchodzimy na białą powierzchnię, najpierw spacerujemy pośród pozostałości po największym i najlepiej zachowanym w Anatolii starożytnym cmentarzysku. Mijamy starożytne sarkofagi, monumentalne grobowce przypominające domy, zaglądamy do pogrzebowych pawilonów, i szukamy wejścia do potężnych okrągłych tumulusów-kurhanów. Na jednym z grobowców przyglądamy się meduzie, która była przestrogą przed obrabowaniem grobowców. Mijamy grobowiec, która należał do kogoś bardzo ważnego w tamtych czasach – tak sugerują zdobienia przedstawiające głowy lwa. Wszystko wzbudza nasze zainteresowanie, wprowadza w zadumę, nawet konsternację.

Przerywamy ciszę po przekroczeniu monumentalnej trój-łukowej bramy prowadzącej do antycznego miasta uzdrowiskowego Hierapolis. Zbudowane jako uzdrowisko przy samych uzdrawiających źródłach, miasto, rozwijało się później jako bardzo ważny ośrodek handlowy. Niewiele pozostało ale mamy okazję przejść główną drogą miasta, minąć latryny, usiąść w zachowanych wciąż w świetnym stanie wielkim teatrze.. Jedna Pani dodaje: “warto było tu przyjść”.

Po chwili w naszych oczach odbija się nasycona zieleń ogrodów, a zaraz za nią słońce promieniami mieniąc odbija się od śnieżnobiałej powierzchni. Nasz cel został osiągnięty, jesteśmy na miejscu – jesteśmy w Pamukkale, na samym szczycie “Bawełnianego Zamku”. Żeby nie tracić czasu szybko ustaliliśmy miejsce oraz godzinę zbiórki i wszyscy udali się na trawertyny. „Proszę przed wejściem pamiętać o zdjęciu butów!” – Pamukkale znajdują się pod ścisłą ochroną.