Costa del Sol

shutterstock_112285235

Costa del Sol, czyli Słoneczne Wybrzeże, jest kwintesencją Andaluzji. Po raz pierwszy ta nazwa padła oficjalnie w 1929 roku podczas wystawy iberoamerykańskiej w Sewilli. Ale wymyślił ją ponoć austriacki konsul, który mieszkał w Cadixie i często podróżował do Almerii. Trasa wiodła wybrzeżem i przechodziła przez Malagę i Grenadę. Zachwycony krajobrazami i doskonałym klimatem miał tak właśnie ochrzcić ten fragment cudownej Andaluzji: Costa del Sol. I tak już zostało.

Jak wybierzecie się na Costa del Sol i zamieszkacie w jednym z hoteli w Torremolinos, to pamiętajcie, że to właśnie tu wszystko się zaczęło. Wszystko, czyli rozkwit życia turystycznego. Kiedyś niezwykle elitarnego, dostępnego dla garstki Europejczyków. Dziś na wakacje w tym historycznym miejscu pozwolić sobie może prawie każdy. A czemu historycznego? Bo jak pisałem wcześniej, wszystko tu się zaczęło.

Niejaki George Langworthy, znany miejscowym raczej pod ksywką „El Inglés”, Anglik, zamieszkał w Torremolinos wraz ze swoją żoną w zamku Santa Clara, który kupił pod koniec XIX wieku. Zamek stał się rezydencją dla zagranicznych turystów, a raczej przedstawicieli bogatego mieszczaństwa czy arystokracji, którzy wpadali do Torremolinas na wczasy :) I tak się zaczęło. Snobizm, bogacze… a w późniejszych latach gwiazdy międzynarodowego kina spotykały się nie gdzie indziej, jak w Torremolinos. Lawina ruszyła. I trwa do dziś. Bo tam jest po prostu ładnie. W ślady Torremolinos poszły inne miasteczka: Benalmádena, Fuengirola czy Mijas. A w latach 60 i 70. XX wieku Costa del Sol stało się istnym miasteczkiem filmowym. Nakręcono tu około 250 filmów.

Nie dość że jest ładnie, to jest i smacznie. Costa del Sol jest perłą kuchni andaluzyjskiej. Wszystko świeże, prosto z morza. Specjałem są espetos de sardinas, czyli po prostu grillowane sardynki. Ale jakie sardynki, to raz! I jak grillowane, to dwa! Ryby nie leżą na grillu, tylko są wbite w patyki sterczące z paleniska. Dzięki temu pieką się powolutku, nie tracąc nic ze swojej świeżości i soczystości. To charakterystyczny widok na plażach Costa del Sol. Region ten słynie również z sardeli, czyli z anchois. Te aromatyczne rybki albo się smaży, albo marynuje lub też je w zupie z makaronem albo w potrawce z ryżem. Smażone sardele nazywają się po hiszpańsku boquerones. I tak też nazywa się gwarowo, popularnie, trochę ironicznie mieszkańców Malagi.

Andaluzja to kraina flamenco, tauromachii i wspaniałych koni, zwanych – jakby nie było – andaluzami. To wszystko jest do odkrycia podczas wakacji w Costa del Sol. Spróbuję jakoś to wszystko opisać i ułatwić wam poznanie najciekawszych miejsc i atrakcji turystycznych tego fragmentu hiszpańskiego wybrzeża. Na pewno opowiem o Międzynarodowym Festiwalu w Cueva de Nerja. Ale też o wspaniałych plażach i widokach. Przy dobrej pogodzie widać z plaż wybrzeże Maroka i Gibraltar. Ale pamiętajcie – tu lata są niezwykle ciepłe. Temperatury dochodzą do 35 stopni Celsjusza w cieniu. Zimą jest gdzieś ok. 15 stopni. I panują tu czasem mgły. Ale nie takie jak w Anglii czy Szkocji. To paruje Morze Śródziemne. Takie jest Costa del Sol.

Warszawa, 25.08.2016, godzina 14.15